Pierwsza część miała swoje plusy i minusy, ale była przyjemna w odbiorze i bardzo dobrze
się ją czytało. Bohaterowie potrafili wywołać we mnie jakieś
emocje, choć trochę czasu zajęło, zanim zaczęłam się nimi
przejmować. Valko pisała ją w pierwszej osobie – co według mnie jest niezwykle trudne, sama nie lubię tak pisać (opowiadań,
przemyślenia na blogu to trochę inna sprawa). Dlatego, gdy
zobaczyłam, że w drugiej części Autorka zdecydowała przerzucić
się na osobę trzecią, pomyślałam, że ta książka może być
dużo lepsza od pierwszej. O słodka naiwności.
Nie mam pojęcia, jak to
się stało, ale tak nijakich bohaterów, opisów itd. dawno nie
widziałam. Nawet krytykowany przeze mnie Grey, czy pierwsza część
Darów Anioła, wywoływały we mnie jakieś uczucia. Owszem,
myślałam o tym, jak wszystko jest przewidujące i miejscami
irytujące, ale wywoływać u czytelnika negatywny stosunek do
bohaterów, to też jest sztuka. Tutaj nie chciało mi się nawet ich
nie lubić. A najgorsze w tym wszystkim było to, że fabuła nie
była liniowa i łatwa do przewidzenia. Cały czas widziałam, że
gdzieś tam głęboko jest pomysł na świetną historię. Ale był bardzo głęboko, bo im więcej kartek przerzuciłam, tym było gorzej.
Jak sam tytuł wskazuje,
główną bohaterką nie jest już Dorota, a jej córka Marysia. W
przeciwieństwie do matki, wychowana jest w kulturze islamskiej,
wykształcona w najlepszych szkołach jakie tam mają. I nadal jest
głupia i naiwna, jak matka. Ale, żeby w ogóle móc czytać o
perypetiach córki, najpierw musimy przez prawie połowę książki
czytać o jej... ciotce. Nie wiem, jaki był tego sens, bo życie
Maliki NIC nie wnosiło do fabuły.
Do listy zarzutów
dorzucam także okropne tytuły rozdziałów, dzięki którym
dokładnie wiemy co się wydarzy. Rozdział pt „Śmierć I TU
IMIĘ OSOBY KTÓRA ZGINIE”, sprawiło, że odłożyłam książkę
na kilka dni i zastanawiałam się, czy czytać ją dalej. Nie wiem
kto, czy Autorka, czy może wydawnictwo, ale ktoś nie odrobił zajęć
z trzymania czytelnika w napięciu. Inna sprawa, że o tak
groteskowej śmierci bohatera dawno nie czytałam.
Zabawne jest także to, że zakończenie książki znamy już z części pierwszej, ale cała fabuła wcale nie kręci się wokół niego. Zapowiedź z okładki Arabskiej Córki, mówi o poszukiwaniach matki. Marysia matki szuka przez jakieś no... 10 ostatnich stron.
A gdy dodamy do tego
dosłownie wszystkie możliwe warianty, jakie mogą spotkać kogoś w
krajach Arabskich, dostajemy mieszankę wybuchową. Autorka miała
kilka pomysłów na fabułę i widocznie postanowiła wykorzystać je
wszystkie.
Ogólnie przez pierwszą
połowę książki spałam, a przez drugą zastanawiałam się,
dlaczego ja to sobie robię. I gdy już, po trzech czwartych
powieści, nagle coś zaczęło się dziać, to po kilku stronach
przestało i zostało tak już do końca. Jestem zdecydowanie na nie
i po kolejne części z serii na pewno nie sięgnę. Mogła to być
świetna powieść o innej kulturze, zwyczajach, trzymająca w
napięciu. Wyszła zła i nijaka lektura, o której szybko zapomnę.
_________________________________
Tanya
Valko to pseudonim
absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Była
nauczycielką w Szkole Polskiej w Trypolisie w Libii, następnie
asystentką Ambasadora RP, obecnie mieszka w Arabii Saudyjskiej. Jest
autorką książek o Libii: Libia od kuchni, Życie codzienne w
Trypolisie oraz Sahara – ocean ciszy. Jej zainteresowania zdrowym
stylem życia zaowocowały książkami: Dość odchudzania – czas
na dietę i Nowoczesna książka kucharska.
Arabska
żona to jej debiut powieściowy.
Informacja
od wydawnictwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
JEŻELI NIE MASZ KONTA, WYBIERZ OPCJĘ NAZWA/ADRES URL I WPISZ SWOJE IMIĘ/NICK. ADRES STRONY MOŻE POZOSTAĆ PUSTY :)
Weryfikacja obrazkowa pomaga w blokowaniu spamu, który bez niej dosłownie zalewa bloga.