![]() |
W recenzji znajdują się
spoilery, ale jako, że po mojej ocenie tego filmu i tak nie
będziecie chcieli go oglądać, to stwierdziłam, że nie mam się
co ograniczać. Źródło.
|
Z ciekawością śledziłam
pojawienie się Nimfomanki w kinach. Cały ten medialny szum, który
podnosił go do rangi filmu porno w kinie, był interesujący. I
jeszcze afera (podejrzewam, że z góry ukartowana), kiedy na
Florydzie kino puściło zwiastun Nimfomanki przed Disnejowską bajką
„Kraina Lodu”. Odbiło się to ogromnym echem w mediach na całym
świecie i dodało filmowi jeszcze większej pikanterii.
Dodajmy do tego, że seks
na ekranie jest jak najbardziej prawdziwy. Dublerami głównych
aktorów byli bowiem aktorzy z branży filmów dla dorosłych, a
potem wystarczyła magia efektów specjalnych, byśmy wierzyli, że
to Stacy Martin uprawia prawdziwy seks.
Problem jest jednak taki,
że to ani porno na dużym ekranie, ani głęboki film
psychologiczny, do jakiego z pewnością pretendował.
Cały pomysł opiera się
na tym, że główna bohaterka Joe zostaje pobita i znaleziona na
ulicy przez niejakiego Seligmana, który oferuje jej pomoc. W zamian
opowiada ona całą historię swojego życia, którą Seligman ciągle
porównuje do łowienia ryb. Joe miała być wędkarzem, a mężczyźni
których uwodziła biednym narybkiem. Problem jest taki, że o ile na
początku te porównania robią fajne wrażenie, po dłuższej chwili
zaczynają męczyć. Doszło do tego, że zaczęłam się
zastanawiać, jak duża część tej historii została napisana tylko
po to, by można było ją porównać do łowienia ryb. Inną sprawą
jest to, że Joe bardzo szybko przeszła od nie chcę ci o sobie
opowiadać, do spoko opowiem ci co chcesz.
![]() |
Ze wszystkich plakatów promocyjnych, to właśnie ten najlepiej pasuje do tego filmu. Ale przecież nie jest kontrowersyjny. Źródło. |
Samo popadnięcie w nałóg
Joe jest dla mnie bardzo dziwne. Całą historia zaczyna się, gdy
jako mała dziewczynka zaczyna odkrywać swoje ciało i swoją
seksualność (co nadal jest całkowicie normalne i film mógł się bez tego obejść). Później przeskakujemy do momentu, w którym
postanawia stracić dziewictwo. A jak można stracić dziewictwo?
Zakochać się? Oddać temu jedynemu? Opić się i stracić je przez
przypadek w klubie, niewiele z tego pamiętając? Nie. Podchodzisz do
chłopaka, który ci się podoba i pytasz, czy może cię
rozdziewiczyć. Po czym on każe ściągnąć ci majtki, ot tak w
ciebie wchodzi, a później bez pytania funduje ci jeszcze seks
analny. Mówicie mi co chcecie, ale taki sposób na seks z dziewicą, bardziej przypomina gwałt.
I tu mamy moment, który jest dla mnie wielką tajemnicą. Jaka dziewczyna, po takim pierwszym
razie chciała by jeszcze raz z własnej nieprzymuszonej woli?
Alkohol może nie smakować, ale daje przyjemne uczucie upojenia,
które młodym ludziom się podoba. Narkotyki podobnie. Ale nieudany
seks (szczególnie ten pierwszy) nie daje żadnej przyjemności,
żadnego zaspokojenia, a tylko wstyd, ból i rozczarowanie.
Nie ma jednak żadnego
wytłumaczenia, dlaczego nagle Joe zdecydowała się razem z
przyjaciółką przespać w pociągu z jak największą liczbą
mężczyzn. Ot, przyjaciółka wymyśliła zakład o czekoladki, a Joe na to
przystała. Po tym, jak jej pierwszy kochanek pokazał jej, jak
bolesny potrafi być seks, ona poszła rozłożyć nogi przed
nieznajomymi facetami. Gdzie jest tu logika? Bo ja jej nie
widzę, choć naprawdę się staram.
![]() |
Za to te są już kontrowersyjne i to właśnie one odgrywały główną role w promocji. Źródło. |
Sam film nie jest jednak
niekończącą się sceną seksu i jedną wielką orgią. Tak
naprawdę, pokazanych scen w części pierwszej jest niedużo. Nie są
one ani ładne, ani szczególnie odpychające. Ot, nakręcili jak
seks wygląda naprawdę, bez żadnych upiększań, ani zbędnego
wulgaryzowania.
Większość fabuły
kręci się wokół gadania o sensie życia, popadania w nałóg,
miłości, straty, rodzinie. Problemem
jest forma jaką reżyser przyjął. Wszystkie te rozmowy odbywają
się między Joe a Seligmanem, co sprawia, że film jest niesamowicie
przegadany. W migawkach z przeszłości też wiele się nie dzieje. W
końcu robi się nudne oglądanie po raz wtóry jak młoda Joe
próbuje poradzić sobie z wieloma kochankami, nieraz zaborczymi, czy
ciągle myśli o tym gdzie zmierza jej życie, czy wspominaniach o
ojcu i o tym, jak opowiadał jej o drzewach. Jedyną sceną, która
mnie ruszyła, była sceną z samego końca filmu, gdy Joe siedziała
przy szpitalu przy chorym ojcu. Ale znowu, cała sytuacja wydłużała
się niemożliwie i zaczęła nużyć.
Na
szczęście nic zarzucić nie mogę aktorom. Stacy Martin, grająca
młodą Joe dobrze oddaje jej poznawanie siebie, wstyd oraz
zagubienie. Charlotte Gainsbourg (dorosła Joe) sprawiła, że
uwierzyłam, że nienawidzi samej siebie, tego kim jest i co
robi. Stellan Skarsgård był... no cóż, jego rola ograniczała się
do słuchania, podawania herbaty i porównywania wszystkiego do ryb,
ale nie można mu powiedzieć, że nie robił tego z wdziękiem.
Nimfomanka
mogłaby być dobrym filmem, gdyby reżyser nie zrobił jej tak
długim. A piszę tylko o części pierwszej, która trwa dwie
godziny i opowiada tak naprawdę o samej młodości Joe. Część
druga trwa tyle samo. Myślę, że można byłoby całość pokazać
w ciągu tych dwóch godzin, wywalić zbędną połowę i dopiero
wtedy dałoby się oglądać ten film z ciekawością. Mnie część
pierwsza tylko znużyła i to na tyle, że co jakiś czas ją
stopowałam, by zrobić coś ciekawszego (wysłać smsa, pójść z
psem na spacer, czy sprawdzić facebooka), a kto mnie zna, ten wie,
że nienawidzę, gdy ktoś mi przeszkadza w oglądaniu.
Nimfomanka zdecydowanie nie trafiła w mój gust. Dużo lepiej opowiedzianą historią, w tym samym tonie, jest Dziennik Nimfomanki, który zostawił mnie pod dużym wrażeniem i z masą przemyśleń. I jeżeli chcecie któryś z nich obejrzeć, to skuście się właśnie na Dziennik. A Nimfomankę możecie sobie z czystym sumieniem odpuścić.
Po
część drugą nie sięgam. Żal mi czasu.
A jak Wasze wrażenia?
A jak Wasze wrażenia?
Jestem po dwóch częściach Nimfomanki, spodziewałam się lepszego filmu, a po obejrzeniu byłam zmęczona (i po 1 i po 2 części) więc podobne odczucia.
OdpowiedzUsuńCzęść druga to mój numer jeden na liście najgorszych filmów sezonu. Część pierwsza plasuje się na drugim miejscu. Niestety druga część filmu to tylko seks, masochizm, gwałty i jeszcze więcej seksu, tutaj już nawet zapomnieli o porównaniach do łowienia ryb, a ostatecznie główna bohaterka zostaje oblana ciepłym moczem - i to dosłownie.
OdpowiedzUsuńJa też zawiodłam się na tym filmie. Spodziewałam się dobrego filmu psychologicznego, a dostałam nie wiadomo co. Jeszcze się zastanawiam czy sięgnąć po drugą część... prawdopodobnie obejrzę ją tylko dlatego, że nie lubię nie kończyć czegoś, co już zaczęłam.
OdpowiedzUsuńzdecydowanie więcej spodziewałam się po tym filmie...
OdpowiedzUsuńniby chciałam zobaczyć ten film, ale jakoś nie mogę się za niego zabrać...
OdpowiedzUsuńzgadzam się...
OdpowiedzUsuńpolecam ten film!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Von Triera, ale również zawiodłam się na tym filmie. Dla mnie "głębokie" wstawki tego dziada były trochę od czapy, jakby na siłę chciał przemienić film w mega poważny obraz..a wyszedł płytko i pseudofilozoficznie.
OdpowiedzUsuńJa słyszałam dużo pozytywnych opinii. Chyba będę musiała jednak obejrzeć ten film, żeby samej się przekonać, jak to z Nimfomanką jest.
OdpowiedzUsuńnajgorszy film jaki w życiu widziałam, ale nie ma co się dziwić tego reżysera należy unikać jak ognia, tworzy film y dla jakiś niezłych czubków
OdpowiedzUsuń