poniedziałek, 21 maja 2012

Charlie - Chbosky Stephen

Drogi Przyjacielu!

Piszę do Ciebie, bo ona mówiła, że umiesz słuchać i starasz się zrozumieć, i nie śpisz, z kim popadnie na imprezach, mimo że byś mógł. Proszę Cię, żebyś nie próbował się domyślać kim ona jest, bo wtedy mógłbyś się domyślić, kim ja jestem, a nie chcę, żebyś wiedział. Zmieniam imiona wszystkich ludzi, bo nie chcę żebyś mnie znalazł. Z tego samego powodu nie podaję adresu zwrotnego. Ale nie mam złych intencji. Serio. (...)

Twój Charlie


Drogi Przyjacielu!

Zrobiłam ostatnio coś, za zaskoczyło nawet mnie. Kupiłam książkę inną, niż mam w zwyczaju. Książkę autora, którego nie znam. Krótką, bo liczącą zaledwie dwieście osiemnaście stron. Z okładką, która wydaje mi się najgorszą na świecie, bo pierwsze co zauważamy, to infantylny tekst. Ale wiesz co Ci powiem? Prawdziwe jest przysłowie, że okładka książki nie zdobi.
Całość utrzymana jest w formie listów piętnastoletniego Charliego do nieznanego nam Przyjaciela. Charlie zaczyna je wysyłać, bo pragnie się komuś wygadać, opowiedzieć o wszystkim co go spotyka, a nie może tego uczynić nawet z najlepszymi przyjaciółmi. Wybiera formę listów, nie pamiętnika, bo dzięki temu ma poczucie interakcji. Przeświadczenie, że ktoś gdzieś chętnie wysłucha tego, co ma do powiedzenia. Kolejnym powodem jest strach przed pierwszymi dniami szkoły średniej.
Na początku, przez pierwsze dwa listy, średnio podobał mi się styl autora. Miałam wrażenie, że wszystko napisane jest chaotycznie. Ale gdy tylko, po tych kilku stronach, wczułam się w fabułę, całkowicie przestało mi to przeszkadzać. W końcu mają to być listy od nastolatka, a nie wykształconego literata.
Charlie nie wyróżnia się szczególnie na tle innych nastolatków. Ot, zwykły chłopak, pochodzący ze zwykłej amerykańskiej rodziny, mający zwykłych znajomych. Więc co w tej książce jest takiego wciągającego? Myślę, że właśnie to. Przyjemnie było wrócić myślami do czasu, gdy samemu miało się piętnaście lat. Przypomnieć sobie nastoletnie rozterki, miłostki. Wahania nastrojów, od euforii po stany depresyjne. Charlie przeżywa to wszystko z typowym dla tego okresu przeświadczeniem, że jest się w centrum świata, zna się już życie i świadomie się nim kieruje. Opisuje swoje pierwsze zauroczenia, imprezy, papierosy, narkotyki. Nagłe zmiany nastrojów są u niego tak gwałtowne, że zaczyna uczęszczać do psychiatry. Doktor nie jest zainteresowany tym, co dzieje się u Charliego teraz, ciągle bada jego dzieciństwo, co trochę drażni głównego bohatera. Nie może bowiem pojąć celu, w jakim lekarz zagląda do jego przeszłości.
To, co bardzo spodobało mi się w tej książce, to zmieniający się styl autora. Z każdym listem pisze lepiej, bardziej wyraziście. Ma się wrażenie, że Charlie na naszych oczach się zmienia i uczy opisywać swoje emocje. Nie wiem, czy jest to zabieg celowy, czy to autor z czasem zaczął czuć się pewniej w tej formie. Ja uznaję to za świadome działanie autora. Tym bardziej, że nauczyciel języka angielskiego zauważywszy, że Charlie przejawia talenty literackie i pociąg do książek, zadaje mu dodatkowe prace domowe.
Niestety książka ma też, przynajmniej dla mnie, minus. Charlie jest dość... płaczliwym chłopcem. Do wszystkiego podchodzi bardzo emocjonalnie. I zgodzę się z tym, że każdy nastolatek tak ma i nie jeden chłopak w tym wieku przelał pewnie masę łez, choć w życiu się do tego nie przyzna. Jednak wybuchy płaczu w miejscu publicznym, wydawały mi się trochę nie na miejscu. I choć w końcu dowiadujemy się, dlaczego Charlie tak emocjonalnie do wszystkiego podchodził, nie zmieniło to faktu, że jego nagłe wybuchy płaczu były dla mnie irytujące.
Książkę czyta się szybko, za szybko powiedziałabym. Przy tak krótkich lekturach, rzadko się zdarza, bym zżyła się z bohaterami i myślała o nich po zakończeniu książki. Jednak tym razem było zupełnie inaczej. Z ogromnym żalem przeczytałam ostatni list Charliego. Jest to jedna z tych historii, do których z przyjemnością wracamy.
Drogi Przyjacielu, muszę już kończyć. Na koniec chciałam się tylko podzielić z Tobą pewnym odczuciem. Pomimo że akcja książki działa się na przełomie lat 91-92 w Ameryce, to myślę, że każdy z nas był/jest/będzie takim Charliem. Z podobnymi problemami i przemyśleniami. Niezależnie od kraju, w którym się urodził.
Twoja Agatonistka.

Drogi Przyjacielu!

(…) Patrick ruszył bardzo szybko i tuż przed wjazdem do tunelu Sam wstała, a wiatr zaczął szarpać jej sukienką. Kiedy wjechaliśmy do tunelu, wszystkie dźwięki rozproszyły się w próżni i zastąpiła je piosenka puszczona z kasety. Piękna piosenka pod tytułem Landslide. Sam zaczęła bardzo śmiesznie krzyczeć na całe gardło. I tyle. Dojechaliśmy do miasta. Światła w oknach i wszystko, co wprawia cię w zadziwienie. Sam usiadła i wybuchnęła śmiechem. Patrick też. I ja również zacząłem się śmiać.

I przysięgam, że w tamtej chwili byliśmy nieskończonością.

Twój Charlie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

JEŻELI NIE MASZ KONTA, WYBIERZ OPCJĘ NAZWA/ADRES URL I WPISZ SWOJE IMIĘ/NICK. ADRES STRONY MOŻE POZOSTAĆ PUSTY :)
Weryfikacja obrazkowa pomaga w blokowaniu spamu, który bez niej dosłownie zalewa bloga.

PRZECZYTAJ TAKŻE: